Dlaczego nie lubię elektroniki i czy to objaw zramolenia?

Może i jest jak w tytule. Jednak jestem żarliwym przeciwnikiem wszelkich elektronicznych cudów techniki, które służą do czytania książek.

Dlaczego?

Bo papierowa książka ma niepowtarzalny urok. Można ją po pierwsze przeczytać. Lub chociażby zacząć i pochwalić się w pracy lub na fejsie, jakie ekscentryczne rzeczy wyprawiam w wolnym czasie. Albo na insta, gdzie cudownym zrządzeniem losu okładka pasuje do bluzki.

Książka służy też jako przycisk do rzeczy, które nie chcą się skleić. A później przytwierdzają się na amen do niej samej. Książką podpieram inne słabe i opadające przedmioty jak na przykład moją głowę. Książką można też uderzyć, tylko trzeba bić tak, żeby jej broń boże nie uszkodzić.

Ale przede wszystkim, PRZEDE WSZYSTKIM, bez papierowej książki nie byłoby zakładek, które namiętnie tworzę, które cieszą małych i dużych, których wzory wynajduję wciąż i wciąż inne.

Dlatego w proteście przeciwko wszystkim czytnikom, kindlom, poketbukom, inkbukom i innym egzotycznym aczkolwiek zimnym w dotyku i w przekazie żelastwom, przedstawiam przepis na zakładkę.

 

Jak zrobić zakładkę do książki – tutorial krok po kroku i to znowu za darmo!

 

Na początku było… No i znów nie wiadomo – nasionko czy od razu drzewo? Pominę na chwilę egzystencjalne rozterki i zadam Wam pierwsze zadanie. Mianowicie musicie zdecydować jaki kształt zakładki chcecie wybrać. Bo jest ich wiele – opływowe z obu stron, znaczy takie ze spiłowanymi rogami wszędzie; spiłowane na górze, ale proste na dole; nie spiłowane nigdzie – i czujecie się jak w salonie fryzjerskim wiedząc, że za chwilę będzie cięcie i od Waszej decyzji zależy czy będziecie gwiazdą imprezy czy też posiedzicie w kącie w czapce. W tym momencie pozostawię Was w tym rozdarciu, gdyż na potrzeby tego tutka to nie ma znaczenia. Ważne jest, aby była ze sklejki ewentualnie mdf. Czemu ewentualnie? Gdyż mdf jest ciemniejszy od sklejkowych i trzeba takie drewienko machnąć wcześniej akrylową farbą podkładową. Dlatego jeśli nie robiliście jeszcze takich ekskluzywnych projektów to poświęćcie zaoszczędzony czas na zrobienie kawy i to nawet z pianką.

Sklejkowe zakładki wyglądają tak:

 

Jeśli wyczuwacie na nich jakieś nierówności jak na twarzy nastolatka, to przetrzyjcie lekko papierem ściernym. I nie próbujcie tego w domu, na nastolatku!

Teraz czas na kolejny dylemat czyli co ma być na tej zakładce. No ja to potrafię nad tym myśleć tak długo, że czasem zapominam o czym w sumie miałam pomyśleć. Nie wiem jak długo Wam to zajmie, więc zapiszcie tego bloga w ulubionych, żeby do niego wrócić po kilku dniach jak podejmiecie decyzję. No chyba, że zapomnicie.

Mam nadzieję, że decyzję udało Wam się podjąć szybko, czyli przed planowanym podwyższeniem kwoty wolnej od podatku. Wybraną grafikę drukujecie na papierze do ksero, na drukarce laserowej. Powtarzam LASEROWEJ. W tym przepisie będzie bardzo mało istotnych rzeczy, ale wzmiankę o rodzaju wydruku to prosiłabym wytatuować.

Grafikę przycinacie mniej więcej do wielkości zakładki. Przy czym lepiej mniej niż więcej… Ewentualnym nadmiarem się nie przejmujcie. Cudownym zrządzeniem losu zniknie.

Wybrałam jakąś taką very romantic, gdzie w pięknej krainie ludzie się kochają i są szczupli.

Grafikę należy przykleić. Zatem potrzebujecie klej, wypadałoby taki do papieru, np. wikol. Ja mam drogocenny Heritage, ale marką w tym przypadku nie należy się przejmować. No i pędzel, bo paluchem to nie wypada. Nie wiadomo co ten paluch wcześniej robił.

 

Wiadomo nie od dziś, że każda ciężka robota potrzebuje uzupełniania płynów. A że rybka lubi pływać… no to Wasza grafika też! Wydruk moczymy chwilę, CHWILĘ. Takie krótkie podtopienie, bul, bul, bul. I już, wystarczy.

W tym czasie maziamy po zakładce klejem, z jednej strony, grafikę osuszamy na ręczniku czy innym chłonnym materiale, po czym przyklejamy do drewna, rozprostowując paluchami na sklejce. Tylko delikatnie, gdyż jak każde namoczone stworzenie, on też słaba jest, i zrywać się może. Odkładamy do wyschnięcia. W tym czasie druga kawka lub ewentualnie odcinek House’a. Czynność klejąco-topiącą powtarzamy w drugiej strony.

Powinien Wam w tym momencie wyjść taki stwór ni przypiął nie wypiął, z grafiką miejscami poza skalą, ale nie przejmujcie się tym. Tak miało być. Więc jeśli wcześniej nie zemdleliście na widok Waszej zakładki lub dzwonek telefonu oderwał Was od wyrzucenia zakładki za okno, to wróćcie do Waszego potworka i kochajcie jak swojego.

Teraz możecie wykorzystać narzędzia zbrodni i poczuć się jak na planie Plastycznej fuszerki. Do tego celu będzie potrzebny wspomniany wcześniej papier ścierny, który powinien stanowić Wasze obowiązkowe wyposażenie codziennej torebki, jak również jakiś dziobak do zrobienia dziurki. Powinnam zaprezentować również skalpel, ale w przerażeniu zabiegiem umknął gdzieś pod szafę.

Zatem papierem ścieracie nadmiar grafiki na bokach zakładki. Ja to robię też skalpelem, ale czasem nawet mnie, zakładkowej weterance, uda się zajechać nim do mięsa zakładki, więc Wam polecam jednak papier. Natomiast czymś co ma czubek, przebijacie otwór do zamocowania sznurka.

Aaaaaa. Zapomniałabym o boczkach! Wyobraźcie sobie czarodziejskie wyszczuplające lustro, przed którym to Wy zdecydujecie czy boczki mają być czy jednak znikają. Tak samo jest z Waszą zakładką. Jeśli takie starte krawędzie są dla Was ok, no to ok, zostawiacie. Jeśli natomiast macie ochotę na odrobinę szaleństwa, to odetnijcie kawałek gąbki, takiego zmywaka do mycia garnków, no chyba, że Wy only zmywarka i rączek wodą to nie brudzicie, to i zmywaka nie ma. To wtedy gąbka do makijażu ewentualnie wyprujcie kawałek z wersalki. Na gąbkę zakładacie niewielką ilość farby akrylowej jaka Wam odpowiada lub też stoi gdzieś w kącie i delikatnie jak letni wietrzyk całujecie tą gąbką brzeg zakładki.

Taką zakładkę należy zabezpieczyć, jak przed niechcianą ciążą. Czasem się uda, czasem nie, wiadomo. Ja polecam lakier wodny matowy, jednak jak nabierzecie wprawę sugeruję zamianę na błyszczący, gdyż tylko taki wydobywa całe piękno grafiki, przy której się przecież napracowaliście jak mrówka przed zimą.

I teraz najprzyjemniejsza część zadania, czyli ozdabianie. Macie do wyboru co Wasze pokłady fantazji i portfela tylko umożliwiają. Sznurek, rzemień, wstążka, włóczka. Zawieszki, koraliki plastikowe, naturalne, kupione, znalezione i kradzione.

Swoją wykończyłam jak poniżej. Wzięła ona udział w akcji charytatywnej Uśmiech dla Zojki. Zoja walczy z wieloma wadami genetycznymi zespołu Aperta. Środki z licytacji zostały przekazane na konto Fundacji Rycerze i Księżniczki. A przebitka w licytacji była aż trzykrotna w stosunku do ceny za jaką sprzedaję swoje zakładki.

Skoro już wiecie jak zrobić zakładkę, to do dzieła! Pamiętajcie, że przy okazji możecie komuś pomóc 🙂

 

Zobacz również

3 komentarze

  • comment-avatar
    Ula 9 listopada 2017 (18:35)

    Uwielbiam książki i zakładki. Pomysłów mam zawsze wiele, choć preferuję papierowe.
    Może skusisz się na świąteczną wymianę zakładek!? Zapraszam na bloga producenta papierów do scrapbookingu BloomCraft.pl

    • comment-avatar
      Cudnie nie Nudnie 9 listopada 2017 (19:50)

      Jasne 🙂 Już idę!

  • comment-avatar
    Dora 10 listopada 2017 (10:54)

    Te Twoje teksty mnie rozwalają;-)A zakładkę to ja bym wolała zrobioną przez MISZCZA ;-)Swojej wole nie ryzykować tworzyć bo diabli wiedzą czym by się toto skończyło…albo zawałem ,mega bólem głowy albo bardzo niecenzuralnym słownictwem, i na stówę przyklejeniem się do tejże zakładki 😉