Jagienka inaczej czyli wzloty i upadki zakupoholiczki

Jagienka kojarzy mi się z polską wsią, przaśną i tradycyjną. A ja mam dla Was niespodziankę, bo tu żadnej tradycji nie będzie. Gdyż moja Jagna przedstawia się następująco:

Nie byłabym sobą, gdyby moja Jagienka nie była zrobiona inaczej niż powinna. Jak w sumie każda chusta na drutach jaka wyjdzie spod moich rąk. Jedyne czego nie zmieniłam to wzoru. Autorką jego jest Ania Lipińska znana w sieci jako Yellow Mleczyk. Dodałam jedynie więcej powtórzeń, gdyż po pierwsze primo chciałam, aby chusta była większa, po drugie secundo strasznie nie lubię jak zostają mi jakieś resztki. No jakiś taki fetysz mam. Zatem doprowadziłam motek do końca. Co oznacza, że przerobiłam kilometr włóczki na tę chustę 🙂

I to spowodowało ten rozmiar: 90x188cm mierzone bez chwostów!

Czy chusta mi się podoba? Niekoniecznie. To może włóczka? Też nie. To czemu nie leży w koszu? Bo to jest mój pierwszy whirl, znaczy włóczka ze “stajni” Scheepjes. W motku wyglądająca zachwycająco:

Ale to tylko pozory, jak z rękodziełem kupionym za tanio.

Uwaga – teraz będzie niespodziewana recenzja włóczki whirl. Na początku było fajnie – nowy kolor zaczął stopniowo wchodzić w poprzedni. W związku z tym, że włóczka w większości naturalna (no bo ja z innych no robię 😉 ) szybciutko śmigała po drutach. Jej skład to 60% bawełna 40% akryl – jest cienka, idealna na wiosenne udziergi. Później zrobiły się schody – po pierwsze pojawiło się to:

Czyli supełki dołączające stopniowo nitki nowego koloru. Musicie wiedzieć, że whirl to włóczka kilkunitkowa. Jak dany kolor ma zacząć się zmieniać – stopniowo następuje wymiana po jednej cieniutkiej nitce starego na nowy kolor. No i łączenie jest niestety w postaci takiego koszmarnego SUPŁA. Żeby jeden kolor mógł w całości przejść w drugi takich supłów na zmianie kolorów jest 8, tak proszę Państwa OSIEM. I to jeszcze w nieprzewidywalnych miejscach!

No przecież ja nie zostawię takich supłów na robocie! Wystawałyby zewsząd, bo nie dałoby się ich wrobić pod inną nitkę… To oznaczało prucie… i mozolne odtwarzanie wzoru.

Drugi feler tej włóczki to dalsze przejścia kolorów – nie przechodziły już tak stopniowo, efektem są odcinające się pasy kolorystyczne, które mnie osobiście nie przypadły do gustu. Jednak sądzę, że przy wzorze nie tak gładkim, np. szydełkiem, wzory będą układać się znacznie korzystniej. Zobaczymy. Bo mam, o matko, jeszcze trzy inne motki tej włóczki! Przekleństwo zakupoholiczki.

Do chusty dorobiłam chwosty z koralikami, gdyż ostatnio jestem natchniona takimi dyndającymi czupurami.

Podsumowując moją odmienność – w oryginale chusta była:

  1. mniejsza
  2. jednokolorowa
  3. bez chwostów

Mimo wzlotów i upadków ostatecznie chusta znalazła właściciela zanim zeszła z drutów, zatem zgodnie z szeroko utartą tradycją czyli “każda potwora znajdzie swego amatora”.

Nie, no tak źle chyba nie jest, co???

 

Zobacz również

Brak komentarzy