Metamorfoza kuchennej deski

Jeśli lubisz projekty upcyclingowe to zapraszam do tego wpisu. Opowiem Ci jak przebiegała metamorfoza kuchennej deski, takiej do krojenia 😉

Konstrukcja projektu

Na początku była łyżka… Jak szaleć w kuchni to szaleć 😉 Łyżka była wielka i praktycznie prosta, bez wygięć znaczy. Jestem absolutnym kucharskim beztalenciem dlatego pytałam rodzinę i znajomych do czego ona może być i nikt żadnej nieśmiesznej historii mi nie opowiedział.

Postanowiłam zatem ją wykorzystać inaczej i stała się moją osią konstrukcji deskowego projektu. Łyżkę zagruntowałam gessem, owinęłam gazą i pomalowałam farbkami metalicznymi oraz przetarłam woskami. O tym dlaczego powinno być to czarne gesso opowiadałam Tobie we wpisie o plannerze. Moja łycha wygląda na zmumifikowaną:

Teraz czas na podstawę czyli kuchenną deskę. Nie wiem czy widzisz, że była już mocno rozeschnięta. Po odtłuszczeniu benzyną potraktowałam ją zieloną bejcą, która oprócz cech barwiących zabezpiecza też drewno. Polakierowałam ją lakierem wodnym o dopiero wówczas przeszłam do kolejnego etapu metamorfozy czyli nałożenia kształtu ćmy przez szablon. Skąd taka kolejność zapytasz? A dlatego, że jeśli szpachelka mi się omsknie przy nakładaniu medium, to wówczas łatwo je zetrę w sposób absolutnie niewidoczny i nałożę od nowa. Moja ćma powstała ze złotej pasty metalicznej.

Na bokach nałożyłam również przez szablon pastę żelową dla uzyskania efektu liści. Jaki widzisz jest ona miejscami jeszcze biaława, ale po wyschnięciu stanie się całkowicie przezierna.

Zdobienie deski

Kolejny etap metamorfozy deski to oczywiście jej zdobienie. Wykorzystałam mnóstwo dodatków i stała się naprawdę ciężka.

Dodatki i kolorystykę utrzymałam w leśnych akcentach lekko oszronionych, czyli akuratnych na tę porę. Przede wszystkim zastosowałam mnóstwo elementów z masy utwardzalnej oraz hurtową ilość metalowych dodatków.

Pojawiły się również tekturki i żywiczne kwiaty. Jeśli tworzysz takie rozbudowane konstrukcje to pamiętaj o tym, aby używać wypełniaczy przestrzeni takich jak mikrokulki, kulki styropianowe, gazę czy sizal.

Deska po przemianie zwiększyła tonaż, więc pozostawiłam odkrytą dziurkę aby można ją zawiesić, na porządnym kołku oczywiście. Chociaż fajnie prezentuje się stojąc na parapecie czy kominku.

Do zakończenia metamorfozy deski potrzebne jest teraz jej zamediowanie. Wszystko pokryłam czarnym gesso, po czym przemalowałam kilkoma odcieniami zielonej farby, zaczynając od najjaśniejszej w centralnej części kompozycji. Następnie poszły w ruch woski. Całość kompozycji na desce rozbieliłam białym gesso. Zrobiłam też kilka kaboszonów czyli nałożyłam na ich spodnią część magika i posypałam brokatem. Przy takich przestrzennych metamorfozach pamiętaj o tym, że Twoja praca ma więcej niż jedną ściankę 😉

Wypada więc zmalować też tył i boki deski. Tu pokazuję Tobie jak deska prezentuje się z boku – dzięki wypełnieniu przestrzeni pod łyżką nawet nie widać, że stanowiła ona oś konstrukcji.

Mam nadzieję, że zaraziłam Ciebie moją miłością do metamorfoz codziennych rzeczy. Kuchenna deska to dopiero początek…

Ku pamięci przypomina się też przemiana pewnego słoika 🙂

Zobacz również

Brak komentarzy